Nie mylił się ten, co mówił, że science-fiction tak naprawdę opowiada o dniu dzisiejszym, używając tylko specyficznego sztafażu, który przynajmniej częściowo oparty jest na wiedzy naukowej. Myślę, iż w ostatnich latach widać to, choćby dlatego, że powieści SF, te takie naprawdę z najlepszej półki, są coraz bardziej pesymistyczne, zupełnie jak nasz świat za oknami. Mimo to, a może właśnie dlatego, jest wiele nowych pozycji, które warto, naprawdę warto czytać.
Jedną z nich z całą pewnością jest najnowsza książka Marcina Podlewskiego
@neuron . „Głębia. Imprint” to naprawdę opasłe tomiszcze, które świętowało niedawno swoją premierę, wydane przez wydawnictwo
@fabrykaslow . Jest to powrót do…no właśnie nawet nie do tej samej galaktyki, w której rozgrywała się czterotomowa „Głębia” Podlewskiego sprzed kilku lat, więc co najwyżej do tego samego wszechświata. Powrotu, powiem szczerze, udanego i ambitnego, podczas którego autor zdradza na partach powieści, że planuje zarówno jeszcze trzy tomu tego podcyklu, jak i jeszcze jeden cały cykl, mający zamknąć tę swoistą trylogię fantastycznonaukową.
.
„Głębia. Imprint”, choć zawiera dość sporo akcji, nie jest jednak skupiona wyłącznie na niej. Toczy się powoli, otwiera przed czytelnikiem Galaktykę Exodusu, dawniej znaną jako Andromedy. Tę, do której uciekliśmy po tym, jak Droga Mleczna przestała być zdatną do zamieszkania. Zamieszkiwaną przez zupełnie nowych protagonistów, których poznajemy. Starzy…starzy tak zupełnie nie zniknęli, ale ich status może czytelników pierwszego cyklu zaskoczyć. To już zostawię do odkrycia czytelnikom, ale rozwiązanie wprowadzone przez Podlewskiego jest ciekawe. Pisarz ten znany jest z tego, że w swoich powieściach lubi czasem mrugnąć okiem do czytelnika, dać jakiegoś easter egga. To fajny zwyczaj i akurat znakomicie wpisujący się w ducha „Imprintu”, który jest na tyle poważną i mocną książką, że aż prosi się czasem o chwilę oddechu.
@vonvoynar
#głębia #głębiaimprint #marcinpodlewski #fabrykasłów #sf #sfbooks #sciencefiction