Home domadaPosts

Dominika Adamowicz

@domada

mikroesejątka 🌑 doing things for the plot professionally screenwriter | creative
Followers
784
Following
1,300
Account Insight
Score
24.56%
Index
Health Rate
%
Users Ratio
1:1
Weeks posts
Jest mi niezwykle miło oświadczyć, iż jestem obecną stypendystką KPO dla Kultury w zakresie Przedsięwzięcia mającego na celu rozwijanie umiejętności artystycznych i cyfrowych. Mój projekt stypendium: “Rozwój kompetencji scenariuszowych w branży gier komputerowych do polskiej i międzynarodowej współpracy w sztukach wizualnych” obejmuje: 🎬 Kurs “Thought-Provoking Horror Narratives for Television and Film” na uczelni UCLA, na którym uczyłam się narracyjnych zabiegów w kinie gatunkowym, pracowałam nad projektem fabularnym horroru i pitchowałam go profesjonalistom z Los Angeles, 🎮Kurs Narrative Designu Skvot, na którym pracuję nad dokumentacją gry survivalowej, uczę się implementacji blueprintów w silniku gry oraz projektowania środowiskowego, 🎥Kurs video w biznesie, na którym podnoszę swoje kwalifikacje względem video pitchingu. Wiedzę zdobytą na kursach wkładam w dalszy research oraz czynne pisanie i projektowanie moich podmiotów stypendialnych - w formie dokumentacji, scenariuszy, scen dialogowych. Bardzo dziękuję za wsparcie! ❤️‍🔥#KorzysciDlaCiebie #NextGenerationEU #FunduszeUE
62 20
3 months ago
Z okazji zaczęcia prac nad nowym filmem gatunku horror, zaczęłam kontemplować szczęście. To ono jest najbardziej przerażającym stanem, na jaki można sobie przecież pozwolić. Zbyt wiele pięknych rzeczy robi się wtedy do stracenia, nie można po ludzku, w spokoju, do jasnej cholery, ponarzekać (ewentualnie na to, że przecież zaraz się skończy). A jak go nie ma wcale, to nie jest ani trochę lepiej. Czy jest taki moment, w którym szczęście robi się mniej straszne, tak jak pająki po oswajaniu się z nimi przez częste dotykanie ptaszników? (To są jakieś chore wymysły!!!!) Ubieram mój polish smile (dowód na zdjęciach), panterkowe futerko (dowód na zdjęciach, bo znowu jest przeklęta jesień) i burgundową szminkę (dowód na zdjęciach, bo znowu jest przeklęta jesień, a ja zawsze wiedziałam, że moje nieszczęścia przychodzą z faktu, że jestem przeklęta, tylko w zeszłym roku dowiedziałam się również o byciu kolorystyczną jesienią), aby zbadać temat. Otóż da się powoli oswoić szczęście. Pomaga myśl, że przychodzi falami i nie musisz się do niego przywiązywać, ale po trudnych miesiącach jednak miło je witasz. Pomagają uśmiechnięte buzie życzliwych ci, wspaniałych ludzi (nie pająków…) i wybitne pomysły na reklamę Piwniczanki. Pomaga pisanie w welurach, na podłodze, w najlepszym towarzystwie, na międzynarodowych wodach. W samotności, która jest równie dopełniająca. Pomaga wytrzepanie mózgu black metalem do 6 rano i dobicie do 40 tysięcy kroków na spacerze romantycznie przemoczonym parkiem. Jedzenie lodów we Wrześniu. Pełnia. Napisanie riot girrrrl piosenek o ludzkich potrzebach na berlińskich Błoniach. Maratony na PlayStation. Zwierzątka. Groszek cukrowy z ogródka. Patrzenie na męskie, zdrowe komitywy kwitnące na parkiecie. I oczywiście elektrolity dla seniorów.
55 5
7 months ago
2024, ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto ci mówi papunia. Ostatni rok lat dwudziestych nie mógł być przecież prostym, to wisienka na torcie (kojarzycie te szpetne jeże? <3) całej wypełnionej po brzegi życiem i śmiercią dekady. Co nie znaczy, że był bezużyteczny. Nic się tu nie marnuje. Jeśli coś nie zostaje, to przynajmniej dopełnia teksty (doing things for the plot professionally). Rok zaczął się na bardzo deszczowym szczycie góry przy klasztorze w Alzacji, kontynuował na promach, gdzie rozpoczęłam dokumentalne działania. Wypełniony był żurkiem z WARSu na trasie Warszawa-Berlin, dopóki nie przestał, 3-dniowymi migrenami, tuleniem przyjaciół. Nieustanna praca nad debiutem, kampaniami i sobą, bo nagrody za nic się nie pojawiają (miecze i dzielny pacjent). Na wiosnę utknęłam pod operą w Pradze przez nagłą powódź, z końcem lata przelała się czara goryczy, a na jesień kieliszek wina na pościel. Wpadłam w piękny, życiowy renesans. Wróciłam do pisania prozy, a nawet jednej fraszki. Zanurzam już głowę na basenie mimo wielkiego strachu. A skoro o wielkich strachach mowa, to zaakceptowałam, że mam drogi gust. Od miesiąca budzę się o 3 w nocy - może wiedźmy wołają do lasu, a może to przestawka na tryb wampirzy (święta i tak spędziłam na cmentarzu). 2024 był prawdziwą lekcją, a kto mnie dobrze zna wie, że wyglądam na kujona, ale głównie liczę na szczęście.
47 2
1 year ago
To był wyjazd pod herbem self care: niebiesko-różowej od nieba tablicy z syreną po środku. Ma opalone ciało z bladymi trzema trójkątami, włosy rozjaśnione słońcem i solą. Trzeciego dnia zgubiła buty przy plaży, ale po co jej buty, skoro na tydzień ma tylko ogon pokryty łuskami? Niepotrzebne syrenie też zmartwienia życia codziennego: myśli o praniu, o nieodzownej potrzebie remontu mieszkania, o tym, co na obiad (bo wiadomo, że meze). Syrenie niepotrzebna jesień i natrętne myśli o ludziach, skoro może myśleć o rybach, które ogląda pod wodą. Znalezienie piasku w niespodziewanych miejscach walizki i na ciele są konieczną częścią self care, bo to naturalny peeling. A łuski trzeba pielęgnować. Czwartego dnia znalazła buty, leżały dokładnie w tym samym miejscu, w którym je zostawiła. Dalej nie były jej potrzebne, a wręcz narobiły odcisków. To był znak: by stanąć znów dobrze na nogi, stopy muszą być czyste od mułu, w którym za długo się leżało.
76 2
1 year ago
„Film to nie jest jakby życie” - usłyszałam kiedyś. W teorii filmu zasady struktury są w dotychczas żyjących pokoleniach wpajane z mlekiem matki i wyborem Superhitu na Polsacie przez ojca. Leci „Gladiator”. Ten hollywoodzki trzyaktowy klasyk wpędza go w stan słuchania - wyzwolił się z ograniczeń, że film powinno się przecież głównie oglądać. Wpada w komorę deprywacji sensorycznej po środku ogrodu rozkoszy ziemskiej: odmawia sobie widoku kciuka młodego Joaquina Phoenixa, który ma w tym filmie wiele do zagrania. Ale „film to nie jest jakby życie”, bo podobno każdy bohater kina akcji powinien mieć dwie przeciwstawne sobie cechy - np. być odważnym i głupim. W życiu tylko głupota wystarczy, aby przeżyć przygodę. A jeśli nie chcesz ograniczać się do poczucia, że jesteś jedynie postacią w teledysku, gdy patrzysz przez mokre od deszczu okno tramwaju, jadąc w kierunku Praga Północ (dziś się coś dzieje w Hydrozagadce, dawaj, mówią), słuchając Garego Numana, to pewnego dnia spojrzysz na swe życie z łoża śmierci (polecam kupić ładne mokasyny) i zobaczysz film.
61 1
1 year ago
Rok pod znakiem ryzyk fizyk. Dzięki, że pokazałeś mi prawdziwy wpierdol, nowe kierunki na świecie, życie na wczasach i po wczasach, ciężką pracę, powroty do szkoły, lustra, które nie rozbijają się, kiedy spadają, nieludzkie zmęczenie, wielkie uczucia, wielkie rozczarowania i wielkie przyjemności. 2022 byłeś 👍🏻.
92 10
3 years ago
„Ari Aster i Yorgos Lanthimos dławią się krwią w hotelowym lobby ze Lśnienia.” Tak opowiadałyśmy z @emkasad producentom o naszym miłym dla oka i duszy filmie na pitchingu podczas @mff_nowehoryzonty . Film ten chcemy wysłać za ocean, bo skoro rzesze ludzi wierzą w Ameryce w płaską Ziemię, to tym bardziej w taką gnijącą. Oto dwie Kompościary w pełnej okazałości, nie pozwalające pokazać po sobie zmęczenia, ani zawiedzenia z faktu, że jednej z nas nie przyszły na czas wyjściowe mokasyny. Było to nasze dosłowne pięć minut pod egidą głosu nie z tego świata z Mam Talent, cyjanowych matching outfits, metrowego warkocza, fiszek zrobionych z kartonu po rajstopach i wyraźnego wypowiadania „żadna z niej purystka”, bo czasem zdawało się, że „turystka”. A turystkami jesteśmy akurat nienajgorszymi. W końcu już mamy spakowane walizki na tour naszego scenariusza wszędzie tam, gdzie znajdą się na niego pieniądze. Nawet, jeśli to będzie kraina ludzi martwych w środku i wszechobecnego zepsucia. Prawie jak w domku.
91 5
3 years ago
Przegląd miesiąca maj. Ja z tych denerwujących ludzi - świętujących cały miesiąc, bo serio się cieszą oddalaniem z każdym rokiem od nastoletniości. Dałam sobie jednak naścienamiastkę w Madrycie, gdzie z licealną ekipą przeżyłyśmy pierwsze wspólne wakacje. Wiadomo, co było: wiecznie głodne, spalone słońcem, nie śpiące 1,5 doby, bez narzekania maszerujące po 20 tysięcy kroków dziennie. Oprócz przeżycia afery churrosowej, kroplówki z mimozy i ziemniaków w wielu formach, wylizywałam tort urodzinowy z talerza na pikniku oraz zaspokoiłam swoją wewnętrzną srokę błyskotkami z targu staroci. Wchodzenie w 27 rok życia w piątek 13 maja było momentem może nie historycznym, co najwyżej historiomemicznym. Okraszone następującymi badaniami, w tym poniedziałkowym echo serca, które naddało temu żartowi kolejne znaczenie. Pani kardiolog powiedziała jednak, że serce mam bardzo piękne. Wzruszyłam się. Zaraz jednak dorzuciła, iż nawet w najfantastyczniejszych willach może trafić się zła elektryka. Indeed. Ale najważniejsze jest to, że 13 maja w piątek urodziło się tez dziecko Rihanny i A$AP Rocky’ego. Ono będzie co najwyżej razić prądem, albo świecić (przykładem albo po prostu). Może nie będzie ono dostawać paraliżujących palpitacji i ataków lękowych. A skoro o dzieciach mowa: w maju dopracowane zostało kilka mych pisarskich latorośli, jedno poszło w świat, a drugie zostało (próbnie) pitchowane na kacu, oczekując wyjazdu na Nowe Horyzonty. Zakolegowałam się też z Draculą. Zostałam bohaterką i byłam na comiesięcznych gigazakupach z kolegami-sąsiadami. Kupiłam stanowczo za dużo passaty pomidorowej, a za mało ciastek. Od 1 czerwca mam zamiar uświadomić sobie nadchodzące zmiany. Do końca maja świętuję, a dzień dziecka już nie jest dla mnie. 🫠
77 4
3 years ago
Przyjaźnie są nie tylko czarnobiałe. #FŁENDS
31 0
4 years ago
syreni śpiew fot: @wild_cat_shooting
69 1
5 years ago
linia życia i serca złączone fot: @wild_cat_shooting
69 1
5 years ago
więcej blizn mi nie potrzeba. more to come Fot: @wild_cat_shooting
61 1
5 years ago