Przejechałem Portugalię na rowerze.
Dalej trochę nie dowierzam, ale stało się.
Spełniłem jedno z swoich marzeń na ten rok.
Portugalia 🇵🇹 pomimo swojego piękna, zaskoczyła na wiele różnych sposobów.
Żywioł jaki przeszedł przez ten kraj mocno pokrzyżował niektóre plany, naszą podróż można podzielić na dwie części.
Porto - Lizbona.
Zalane drogi, wywrócone drzewa, podmokłe i nieprzejezdne trasy, a nawet leżące linie wysokiego napięcia sprawiły, że pierwsze parę dni pomimo znamiona przygody przerodziło się w walkę z czasem.
Pomimo tego, dzień w dzień pokonywaliśmy kolejne km, aby po 5 dniach dostać się do stolicy. Tam odpoczęliśmy zebraliśmy siły i pojechaliśmy w dalszą podróż już bez Maćka.
Portugalia to piękny kraj, zakochałem się w tych klimatycznych chatkach, drzewach pomarańczowych, polach i krajobrazie (sosna nadmorska / eukaliptus / dąb korkowy).
Ludzie, których mijaliśmy, mili i pomocni. Nikt nie trąbił, nikt się nie spieszył.
Szacunek.
Rzecz której będzie mi brakować w tym kraju wiecznej spiny i problemu.
Kuchnia czyli festiwal ryb i deserów o każdej porze dnia,
Pastéis de nata i Pão de Deus na zawsze naszej pamięci.
Lizbona - Faro.
Zmieniliśmy plan, dużo asfaltów, mniej postojów, więcej jazdy. Było dobrze do momentu awarii opony, która zakończyła się w serwisie. Jedziemy dalej.
Ta część podróży była spokojniejsza, lecz mocno energochłonna. Góry, 3-4 km podjazdy i cudowne zjazdy sprawiły, że po całym dniu jedyne o czym myślałem to iść spać. Męczące choć przepiękne krajobrazy zmieniały się z dnia na dzień. Dojechaliśmy do celu.
Niesamowita podróż.
Chciałem jeszcze wspomnieć o nogach, które nawet przez chwilę nie zająknęły się na podjazdach - dobry trening u
@a.zukowski_ @unity_klinika zrobił robotę.
Wszystkie filmy nagrałem iPhone’em 15 pro + Edits (kolory)
My tu gadu gadu, a maraton czeka 😌